Dzisiaj sobota – dzień targowy. Wprawdzie rynek w La Merced funkcjonuje codziennie, ale w sobotę jest on szczególnie duży. Postanawiamy tam pojechać. Jeszcze w drodze na targ zajeżdżamy na cmentarz, który sąsiaduje z placem targowym. Zmarli chowani są tutaj w specjalnie wybudowanych ścianach. W czasie pogrzebu trumna wsuwana jest w otwór w ścianie, który następnie jest zamurowywany. Po jakimś czasie wstawiana jest tam tablica z nazwiskiem i często zdjęciem zmarłego oraz świętych. Najdroższe miejsca są na w drugim i trzecim rzędzie (licząc od dołu), tańsze na „parterze” oraz powyżej trzeciego.
Po cmentarzu ruszyliśmy na rynek. Mogłem się tutaj przekonać na własne oczy jak wiele gatunków ziemniaków uprawianych jest w Peru. Jest ich około 3200! Można tutaj zaopatrzyć się w różne produkty rolne: zboża, warzywa, owoce, mięso lam, wypatroszone i gotowe do przyrządzenia świnki morskie, żywy drób, świnie, owce, psy. Oczywiście nie zabrakło tu tekstylii, elektroniki, zabawek, garnków i punktów gastronomicznych. Było gorąco, więc kupiłem brzoskwiniowy jogurt – tradycyjnie przygotowany na poczekaniu. Zjadłem też kamote – czerwone ziemniaki i jukę pieczone w dole ziemnym (pachamanka). Po zakupach ruszyliśmy do San Ramon. Koło tego miasta znajduje się wodospad „Del Tirol”. Trasa do niego prowadzi przez las, miejscami przypominający dżunglę, gdyż nie jest on w żaden sposób regulowany. Po drodze mijały nas grupki turystów z przewodnikiem. Sam wodospad oczywiście sprawiał niesamowite wrażenie. Istnieje również możliwość zejścia po wodospadzie za pomocą lin. W drodze powrotnej kupiłem kilka pamiątek na straganie, tradycyjnie obsługiwanym przez dziecko – tym razem nastoletnią dziewczynkę. Jak już chyba wspominałem, dzieci w Peru pracują na równi z dorosłymi. Oczywiście uczęszczają do szkoły, ale po powrocie z niej podejmują się też pracy zarobkowej. Jak do tej pory dzieci obsługiwały mnie na straganie z pamiątkami, w skansenie indiańskim, na targu, w kafejce internetowej, ogrodzie zoologicznym. W San Ramon skorzystałem z Internetu w jednej z kafejek. Ponieważ zamarudziłem tutaj trochę za długo, musieliśmy zrezygnować z ziołowej sauny.
Hejka super fotki nie mozemy sie napatrzec .Tylko czemu nigdzie nie ma Wanessy. A nasza kuzyneczka jaka juz duza.
A właśnie. Gdzie podziała się Wanessa?