Skip to content
Menu
Peru 2010
  • Galeria zdjęć
  • Informacje
Peru 2010

8.10. Dzień 4. Wodospady.

Opublikowano 2010-10-082024-03-20

Dzisiejszy dzień zaczął się dla mnie o 5:30. Jaśniejące niebo, a po chwili wschód słońca dość skutecznie przepędziły z moich oczu sen. Dostrzegłem, że mimo wczesnej pory, wzdłuż rzeki spacerowali jacyś ludzie. Podnosili coś z ziemi, płukali w rzece i wrzucali do koszy i toreb. Procederem tym zajmowały się całe rodziny od najstarszych aż po dzieci. Jak się później dowiedziałem w górach spadł deszcz i podniósł się poziom rzeki. Ryby zaczęły wpadać na kamienisty brzeg i tam ginęły. W porze deszczowej jest to zjawisko dość powszechne i zdarza się tutaj niemal co drugi dzień. Jednak teraz od bardzo dawna nie padało, więc połów był miłą niespodzianką.

Dzisiejszy dzień postanowiliśmy spędzić nad wodospadami. Jako środek transportu wybraliśmy autostop. Jest to tutaj dość powszechny sposób komunikacji międzymiastowej. Po chwili stania na poboczu zatrzymaliśmy samochód osobowy. Na początku upewniliśmy się, że jedziemy w tym samym kierunku, uzgodniliśmy cenę, a później ja jako trzecia osoba na przedzie, a wujek jako czwarty na tyle, usadowiliśmy się w pojeździe.

Na początek indiańska wioska Pampa Michi. Mieszkający tu Indianie dla potrzeb turystów odtwarzają sceny z życia pierwotnych Indian: noszą stroje ludowe (Kuchma), wytwarzają pamiątki, gotują potrawy, oprowadzają po wiosce, tańczą i śpiewają. Gdy przyjechaliśmy do wioski była już tam spora grupa turystów tak z Peru jak i z zagranicy. Zwiedziłem wszystkie atrakcje i zrobiłem zdjęcia z trzymanymi przez nich zwierzętami: małpka Titi, kapucynka (w trakcie pozowania do zdjęcia  ukradła mi czapkę i chciała uciec), Capibary, Choro (miniatura goryla), papugi.

Dalszą podróż kontynuujemy autobusem ze studentami z Limy. Jadą w tym samym kierunku, więc świetnie się składa. Niestety żaden z nich nie mówi po angielsku, więc nasza rozmowa ogranicza się jedynie do podstawowej wymiany informacji. Nie mniej jednak świetnie się tu czuję – atmosfera jest bardzo miła, a studenci sympatyczni i ciekawi nas. Aby dotrzeć do wodospadów musimy pokonać autobusem niezbyt dobrej jakości piaszczystą drogę, wspinając się równocześnie na znaczną wysokość. Oba wodospady (Bayos i Vello de la Novia) są położone dość blisko siebie. Z powodu panującej tu od dłuższego czasu suszy, nie niosą ze sobą zbyt dużej ilości wody, ale i tak sprawiają niesamowite wrażenie. Po obejrzeniu ich, czas na posiłek. Są to smażone banany, popijane sokiem prosto z orzecha kokosowego. Orzech po wypiciu jest rozłupywany a miąższ z niego wykrajany i zabierany na drogę jako przekąska. Do domu zabieramy się z tymi samymi studentami. W czasie zabawy, przypominającej głuchy telefon, gdy nadeszła moja kolej, zaproponowałem zdanie „W Szczebrzeszynie chrząszcz brzmi w trzcinie”, czym wywołałem wielki aplauz. Po powrocie jemy ryż gotowany w liściach.

W drodze do La Merced zajeżdżamy do jednego z dwóch tutejszych ogrodów botaniczno-zoologicznych. Oprowadza nas po nim 9-cio letni chłopiec. Możemy tu podziwiać kwiaty dziko rosnących roślin, motyle, kajmany, żółwie, węże, małpy, papugi, etc. Nasz przewodnik zatrzymuje się przy każdym obiekcie i długo o nim opowiada.

img_3595
img_3599
img_3606
img_3607
img_3611
img_3619
img_3621
img_3629
img_3640
img_3644
img_3650
img_3652
img_3654
img_3655
img_3666

11 komentarzy do “8.10. Dzień 4. Wodospady.”

  1. Szef pisze:
    2010-10-10 o 22:24

    Ale super blog, Dareczku! Jest niedziela wieczor i zamiast spac – czytamy. Swietne! Dwa pytanka: czy ta owlosiona swinia na Panskich rekach to kapibara? I czy ten pan za Panem w autobusie to Wujek?
    Niech Pan nie pije nieprzegotowanej wody, nie wychodzi sam z domu po zmroku i nie zdradza zony!
    Zazdroscimy – czekamy na wiecej – pozdrawiamy
    Monika i szef

    1. admin pisze:
      2010-10-10 o 22:30

      Tę wielką owłosioną 'świnię’ miejscowi nazywają Machateros. Zwykle hodowana jest dla mięsa, a w tym skansenie na potrzeby zabawiania turystów. Ten starszy pan za mną w autobusie, to mój wujek. Koło mnie siedzą studenci z Limy. Jechali tu przez Andy ponad 8 godzin autobusem, który w Polsce najprawdopodobniej nie byłby dopuszczony do ruchu.
      Po zmroku wychodzę, wodę nieprzegotowaną piję (i już są skutki), a żony ani myślę zdradzać!!! Szefie!!!

  2. pn pisze:
    2010-10-11 o 07:09

    Fajne te zdjęcia 🙂 Ale i u nas też jest fajnie…. podobno idzie zima tysiąclecia 🙂 Wygrzej się za nas wszystkich 🙂

  3. pn pisze:
    2010-10-11 o 11:36

    Gdzie znajdę obrazy do komputerów takich jak miała Ewa i Sprawy?

    1. admin pisze:
      2010-10-11 o 11:40

      Powinny być na dysku, który leży na stole.

  4. Adam Szulczewski pisze:
    2010-10-11 o 22:54

    Oj Darku, nic się nie pochwaliłeś, że będziesz prowadził na bieżąco relację ze swojej podróży 🙂 Mogę zareklamować Twój pamiętnik na swojej stronie?

    Pozdrawiam i zazdroszczę wyprawy 🙂

    1. admin pisze:
      2010-10-12 o 21:29

      Oj nie wiem czy ten pamiętniczek nadaje się do szerszej publikacji. Ale dzięki za komentarz.

  5. Adam Szulczewski pisze:
    2010-10-12 o 21:31

    MZ jest idealny. Decyzja oczywiście należy do Ciebie. I tak po powrocie namówię Cię na podzielenie się wrażeniami z wyprawy 🙂 U nas przymrozki i rondo kończą budować. Nic dziwnego, że dałeś nogę za ocean 😉 Trzymaj się. Pozdrawiam.

    1. admin pisze:
      2010-10-12 o 21:42

      Skoro tak sądzisz, to publikuj. Tylko nie wiem czy będę potrafił żyć z tą sławą 😉

  6. Adam Szulczewski pisze:
    2010-10-12 o 21:51

    Zaraz tam sława. Będziesz miał swoje pięć minut. Może na fali popularności zostaniesz radnym albo burmistrzem? 😉 Stan Tymiński po powrocie do Polski z Peru o mało co nie został prezydentem 🙂

  7. Adams pisze:
    2010-10-15 o 23:03

    Tak czule trzymasz tego świniobobra jakbyś zamierzał go za chwilę pożreć. Tylko nie jedz go nieprzegotowanego. Wieczór autorski Cię nie minie.

Możliwość komentowania została wyłączona.

Kategorie

  • Peru (23)

Archiwa

  • październik 2010
  • wrzesień 2010
©2026 Peru 2010 | Powered by SuperbThemes