Skip to content
Menu
Peru 2010
  • Galeria zdjęć
  • Informacje
Peru 2010

25.10. Dzień 21. Znów w domu.

Opublikowano 2010-10-252021-02-17

W samolocie ustawiłem zegarek na aktualną godzinę w Polsce, żeby powoli przestawiać się naszą strefę czasową. Już jutro wracam do pracy i nie chciałbym czuć senności w dzień i nie móc zasnąć w nocy.

Większość drogi, na polecenie załogi, mieliśmy zasłonięte okna. Ale po jakimś czasie odsłoniłem roletę i mogłem podziwiać piękny wschód słońca nad oceanem. Większość pasażerów spała. Próbowałem nie zasypiać, gdyż w Polsce był już biały dzień. Ale od czasu do czasu głowa sama mi leciała. W pewnym momencie obudził mnie steward z pytaniem czy mam ochotę na posiłek. Aby sen mnie nie zmorzył oglądałem filmy na zamontowanych w fotelach monitorach. Widział m.in. „Karate Kid” z 2010 roku, „Jak wytresować smoka”, „Jaś Fasola”, i jeszcze jakiś S-F, tytułu którego nie pamiętam. Z czasem wschodzące słońce stało się tak ostre, że znów musiałem opuścić roletę, bo raziło w oczy załogę.

Nasza droga powietrzna wiodła nad Wielką Brytanią. Widziałem Londyn i Tamizę z lotu ptaka. W Amsterdamie wylądowaliśmy kilka minut przed czasem. Niestety kolejka osób wysiadający była bardzo długa. Każdy miał dokładnie, z lupą w ręku, sprawdzany paszport. Gdy doszła moja kolej, szybko skierowałem się w stronę mojego terminala D78. Z mapki, wyświetlanej na ekranie monitora, tuż przed lądowaniem, wynikało, że muszę iść w stronę prawą. Tymczasem jedyna dostępna droga prowadziła mnie w lewo. Z nadzieją, że idę w dobrą stronę, przyspieszyłem kroku. I rzeczywiście po około kwadransie szybkiego chodu dotarłem do odprawy paszportowej.

A tu jeszcze większa kolejka. Wprawdzie otwartych jest kilka okienek, a ja ustawiłem się do tej z napisem EU, ale wąskim gardłem jest kontrola bezpieczeństwa za okienkami. Mam 45 minut do odlotu – jeszcze się przesuwamy. Mam 30 minut – stoję w miejscu. W końcu nadchodzi moja kolej. Zapobiegawczo zdjąłem z siebie cały metal i bez problemu przechodzę przez bramkę. Za to mój plecak naszpikowany elektroniką musi być wybebeszony i przejść kolejną kontrolę. Kolejne 10 minut w plecy. W końcu ubieram się, pakuję i zaczynam prawie biec w kierunku D78. na korytarzu są ruchome platformy (tak jak schody, tylko w poziomie). Idę po nich w tempie Korzeniowskiego, więc osiągam nawet niezłą prędkość. Po drodze spotykam stewardessę w uniformie KLM, która pyta się mnie czy jadę do Berlina i czy z Limy. Odpowiadam twierdząco. Ona potwierdza, że idę w dobrym kierunku. Po kolejnych kilkunastu minutach marszu docieram do mojej bramki. Tam z daleka pytają mnie czy „Mister Ziłalełsky?”, sprawdzają bilet i wchodzę, chyba jako ostatnia osoba, na pokład samolotu. 10 minut później jesteśmy już w powietrzu.

Lot do Berlina trwa krótko. Po godzinie podchodzimy do lądowania. Jeszcze w powietrzu dostrzegam drzewa z żółto-czerwono-brązowymi liśćmi. A więc jesień? Szokowy to dla mnie powrót. Po wyjściu z samolotu, odbieram bagaż, dzwonię do Ani. Przy wyjściu witam się z Dominikiem i Davidem. Zawożą mnie bezpiecznie do domu. Około godz. 20:00 witam się z stęsknioną żoną i synami. Wieczór kończymy zbiorowym wypakowywaniem prezentów. Na zdjęcia i filmy jeszcze przyjdzie czas.

Wschód słońca nad Oceanem Atlantyckim
Ponad chmurami
Tamiza

 

Kategorie

  • Peru (23)

Archiwa

  • październik 2010
  • wrzesień 2010
©2026 Peru 2010 | Powered by SuperbThemes