Skip to content
Menu
Peru 2010
  • Galeria zdjęć
  • Informacje
Peru 2010

21.10. Dzień 17. Hamak.

Opublikowano 2010-10-212021-02-16

Dzisiaj dalsza część nieróbstwa. Korzystając z tego, że o 6:00 już jest jasno, zacząłem kończyć bloga i przygotowywać zdjęcia do publikacji. Po chwili było już tak słonecznie i gorąco, że musiałem szukać cienia z laptopem, aby móc spokojnie pisać. Wujek zaproponował mi, że możemy pójść na jego działkę schodami, a dalej ścieżką przez las. Mieliśmy w planach wyjazd do dżungli, ale w związku z brakiem czasu, siły i pieniędzy, trzeba będzie zadowolić się takim rozwiązaniem. Ponieważ słońce grzało ostro, to musieliśmy poczekać aż trochę zelżeje.

Około 12:00 uzbrojeni w maczetę i haczkę, ruszyliśmy. Początek był łatwy, gdyż pod górę prowadziły betonowe schody. Na ich końcu znajduje się bungalow – domek bez ścian, przykryty liśćmi. Jest tam również stolik i ławeczka. Powyżej bungalow’a zaczyna się piaszczysta ścieżka, która z początku łagodnie, a z czasem coraz ostrzej pnie się na sam szczyt. Mniej więcej w 2/3 wysokości wujek postanowił zawrócić, a ja dalej uparcie torowałem sobie drogę maczetą. Moja droga coraz częściej ginęła w zaroślach i kluczyła wśród drzew. Uderzając maczetą, zahaczałem o ostre liście i ciernie. Po chwili moje ciało było zlane potem, a ręce krwią. W końcu po wielu trudach dotarłem do szczytu działki, znajdującego się na wysokości około 1200m n.p.m. Między drzewami dostrzegłem zawieszony hamak. Nie wiem jak długo tu wisiał i czy sznurki nie były przegniłe. Dlatego też trochę niepewnie usiadłem na nim, a potem położyłem. Trochę nie mój rozmiar, ale mimo to przyjemnie było na nim przez chwilę odpocząć. Oto nagroda dla wytrwałych!

Powrót z góry nie był taki łatwy, jak na początku mogłem sądzić. W dół prowadziło kilka ścieżek, więc musiałem ze 3 razy obejść szczyt, aby natrafić na moje świeże ślady po maczecie. Całą drogę powrotną starałem się przypomnieć, którędy szedłem, aby znów trafić na schody, prowadzące pod dom. Nagle usłyszałem nawoływanie jakiegoś ptaka. Podniosłem głowę i dostrzegłem tukana. Niestety był szybszy niż mój kompaktowy aparat, dlatego też nie mam po nim żadnej pamiątki. Po chwili marszu, biegu i zsuwania się ze zbocza, natrafiłem na ścieżkę z wyżłobionymi w piachu schodami. No tak – jednak pomyliłem drogę – pomyślałem. Przecież gdy wchodziłem pod górę, takich schodków nie było. Na szczęście po kilkudziesięciu metrach okazało się, że to robota wujka, który zamiast wrócić do domu, nadal porządkował wejście. Zmęczony, spocony i zakrwawiony wróciłem do domu, gdzie mogłem wziąć prysznic i przebrać się.

Po południu wyjazd na miasto, gdzie mogłem kupić pamiątki do domu. W kafejce internetowej uzupełniłem bloga. Jestem ciekaw komentarzy. Po wyjście z kafejki najpierw usłyszałem muzykę, potem zobaczyłem paradę dzieci. To trwający od tygodnia „dzień dziecka”. Dzieci z różnych regionów kraju, w strojach ludowych prezentowały się w pochodzie, głośno krzycząc, śpiewając, grając i bawiąc się. Każdego dnia chodzą ulicami innych miast, skutecznie blokując ruch pojazdów. Dziś przypadło na La Merced. Ale główne uroczystości będę w weekend.

W strugach deszczu wróciliśmy do domu, gdzie zacząłem naprawę komputera wujka.

Widok ze szczytu działki
Hamak
W hamaku na górce
Widok ze szczytu działki
Droga na działkę
Parada uczniów z okazji dnia dziecka
Parada uczniów z okazji dnia dziecka
Parada uczniów z okazji dnia dziecka
Parada uczniów z okazji dnia dziecka
Parada uczniów z okazji dnia dziecka
Parada uczniów z okazji dnia dziecka

Kategorie

  • Peru (23)

Archiwa

  • październik 2010
  • wrzesień 2010
©2026 Peru 2010 | Powered by SuperbThemes