Dzisiaj właściwie nic szczególnego się nie wydarzyło. Mimo iż wczoraj po długich trudach podróży, poszedłem spać około północy, to dzisiaj wstałem punkt 6:00. Od razu zabrałem się za spisywanie wydarzeń z ostatnich kilku dni. Aby nic mi nie umknęło, posiłkowałem się kamerą i aparatem. W gruncie rzeczy żałowałem, że nie wpadłem na pomysł wykorzystania MP3-playera jako dyktafonu. Wtedy na pewno moje relacje byłyby dokładniejsze. Ale i przede wszystkim łatwiejsze do spisania. Może następnym razem?
Około południa pojechaliśmy do miasta do kafejki internetowej. Bardzo mi na tym zależało, bo dawno nie kontaktowałem się z Anią i chłopcami. Udało mi się pogadać przez Skype. Wysłałem również kilka zdjęć z naszej wyprawy.
W drodze powrotnej, zajechaliśmy do palarni kawy i wytwórni win i nalewek. Kupiłem tu kilka rzeczy do Polski. Lokatorom wujka (emigrantom ze Zgorzelca, którzy całą rodziną 4 miesiące temu przenieśli się już na stałe do Peru), pokazałem film z wysp Uros oraz Machu Picchu. Ponieważ jeszcze tam nie byli, to z ciekawością słuchali moich opowieści. Przez cały dzień próbowałem stworzyć elektroniczną wersję bloga. Niestety część opowieści musiałem zostawić na jutro.