Skip to content
Menu
Peru 2010
  • Galeria zdjęć
  • Informacje
Peru 2010

15.10. Dzień 11. Lima po raz drugi.

Opublikowano 2010-10-152021-02-16

Wstałem około 6:00 rano. Szybkie mycie, ubranie się, łyk herbaty z liści koki i można ruszać w drogę. Małe wyjaśnienie: liście z naturalnej koki są tu często spożywane pod różnymi postaciami, aby zapobiec chorobie wysokościowej. Można je kupić w paczuszkach za 2 Sole i zrobić z nich herbatę. Są też dostępne w postaci cukierków do ssania, lub sprzedawane w postaci napoju w autobusach jadących przez Andy.

Z Nijandari (gdzie mieszkam) do La Merced na dworzec autobusowy pojechaliśmy zatrzymanym po drodze bajajem. W pobliżu dworca znajduje się duży postój, nazwijmy to, „pojazdów”, które wożą pasażerów w różnych kierunkach. My wybraliśmy taksówkę z dwoma innymi pasażerami i po krótkich negocjacjach pojechaliśmy do Tarmy. Tam identyczna sytuacja – negocjacje cenowe i jazda do Limy. Oczywiście odcinek ten można było pokonać nocnym autobusem, Trwałoby to jednak ponad 8 godzin. A tak byliśmy w Limie około 13:00. Podróż przez Andy była dość interesująca. Kierowca grzał ponad 100 km/h. Szosa lokalna nr 20 utrzymana jest w idealnym stanie. Wybudowanie jej wymagało na pewno nie lada wysiłku, tym bardziej, że prowadzi cały czas przez wysokie góry. Panuje tutaj dość duży ruch samochodów ciężarowych. Budowana jest kolej, która kiedyś przejmie część ruchu towarowego. Pokonaliśmy wysokość od 850 m n.p.m. (La Merced) poprzez 5018 m w najwyższym punkcie do 0 m n.p.m. w Limie. Do hotelu jechaliśmy taksówką. Nieświadom niebezpieczeństwa wyjąłem kamerę i zacząłem filmować otoczenie. Nagle w naszym kierunku poleciały kamienie. Okazało się, że przejeżdżaliśmy w pobliżu dzielnicy biedoty. Kiedyś na porządku dziennym były ataki „piranii” na przechodniów lub na pasażerów samochodów, stojących na czerwonym świetle i wyrywanie im cennych przedmiotów. Teraz podobno jest znacznie bezpieczniej. Nie mnie jednak schowałem sprzęt, aby nie kusić losu.

W Limie usadowiliśmy się w hotelu Europa, znajdującego się w pobliżu Katedry Św. Franciszka i ruszyliśmy na zwiedzanie miasta. Czasu było niewiele, a jest to bardzo rozległe miasto. Udało nam się zobaczyć katedrę, oraz katakumby znajdujące się pod nią. Od przewodnika (anglojęzycznego) usłyszeliśmy o historii tego kościoła oraz katakumb. Obejrzeliśmy niezliczone ilości kości znajdujących się tu od setek lat. Liczba pochowanych tu ludzi jest szacowana na 25.000. Ponadto widzieliśmy Rymark Park, który kiedyś był wysypiskiem śmieci, a obecnie odrestaurowany ma fontanny, zieleń, fragmenty murów starego miasta, pomnik Francesco Pizzaro (zdobywcy Peru); gmach parlamentu i place. W dalszą drogę po mieście zabrał nas Kiki – znajomy wujka, który choć nigdy nie był w Polsce, to świetnie włada tym językiem. Nauczył się go, pływając na statkach z Polakami. Obecnie pracuje jako taksówkarz w Limie. Zwiedzanie zakończyliśmy wizytą nad Oceanem, gdzie mogłem symbolicznie zamoczyć nogi. Już po zmroku pojechaliśmy w stronę miejskiego rynku, mijając po drodze polską ambasadę. Rynek momentami przypominał polskie bazary z lat 80-tych. Można tu kupić zarówno najnowszą elektronikę, jak i naprawić starego grata. Widziałem jak na jednym ze stoisk elektronicznych pan z lutownicą próbował ożywić przedpotopowy telefon komórkowy. Jak zapewniał mnie wujek na pewno to zrobi i to za niewielkie pieniądze.

img_4041
img_4065
img_4069
img_4074
img_4083
img_4089
img_4109
img_4111
img_4144

 

Kategorie

  • Peru (23)

Archiwa

  • październik 2010
  • wrzesień 2010
©2026 Peru 2010 | Powered by SuperbThemes