Dzisiaj ruszyliśmy do miasta w celu kupienia biletów do Cusco. Zatrzymaliśmy się na chwilę na rynku. Kupiliśmy sok do picia w cenie 1 Soli. Dałem monetę 5 Solową i czekam na resztę. Tymczasem sprzedawczyni schowała ją do kieszeni i zaczyna się dziwnie zachowywać. Ponaglam ją, a ona twierdzi, że dostała ode mnie 1. No proszę zostałem po raz pierwszy oszukany! Myślę, że uznała, że jestem „gringo” i że nie zbiednieję, gdy przepłacę. Może to i dobrze, że na tak małą kwotę. Teraz będę już ostrożniejszy przy płaceniu, i dokładnie liczył resztę.
Po tym incydencie udaliśmy się do kawiarenki. Za pomocą Skype porozmawiałem z rodziną. Następnie uzupełniłem bloga i odpowiedziałem na komentarze. Niestety nie mogłem się połapać w tym systemie komentowania. Moje wpisy znalazły się gdzieś na końcu, zamiast bezpośrednio pod odpowiedzią. W końcu po bezowocnej walce dałem sobie spokój.
W zamawianiu biletów pomógł nam właściciel kawiarenki. Długo trwało zanim znaleźliśmy odpowiednie połączenie za w miarę normalną cenę. W końcu stanęło na tym, że jedziemy do Limy. Z tamtą w sobotę z rana lecimy samolotem do Puny (a właściwie do sąsiedniego miasta – Juliaki). Zwiedzamy pływające wyspy Indian Uru na jeziorze Titicaca. Następnie przejeżdżamy do Cusco, skąd udam się sam na Machu Picchu (wujek był już tam wielokrotnie, a bilety do tanich nie należą). Z Cusco prawdopodobnie wrócimy do Limy, ale jeszcze nie kupowaliśmy biletów.
I na tym dzień się zakończył. Jeszcze około godz. 19:00 koło naszego domu robotnicy za pomocą asfaltu poszerzali pobocze. Mają tak pracować do 22:00. Pozdrawiam naszych drogowców!